– Jak można uważać, że Gazeta Wyborcza jest wiarygodna? – pyta Aleksander M. z niedowierzaniem w fejsbukowym komentarzu – Fakty, które są niewygodne dla lansowanej tezy albo nie pojawiają się wcale, albo na stronie np. 67. I od pierwszej do ostatniej linijki zamiast informacji – indoktrynacja (24.06).

Dziś taki zarzut – o ile to ciągle zarzut, a nie współczesne oblicze dziennikarstwa, bo przepływ informacji tak szybki, bo tempo nowych mediów tak zawrotne, że nie ma czasu na informowanie – można postawić nie tylko Wyborczej – zjawisko dotyczy wszystkich tytułów.  Weźmy Gazetę Polską: już na pierwszej stronie pierwszego lepszego wydania GP komentuje, że Lech Wałęsa zamiast prowokacyjnej próby wymuszenia (8-9.07). A nie zawsze tak było: jakieś 20-25 lat temu, kiedy ja uczyłam się dziennikarstwa, prasa codzienna przede wszystkim informowała. Od kształtowania opinii była publicystyka, a jej miejsce w tygodnikach, miesięcznikach, itd. A żeby dzienniki informowały, zamiast oceniać i komentować, musiały w tekście odpowiedzieć na pięć zasadniczych pytań, czyli kto/co? Kiedy? Gdzie? Jak i dlaczego? I to wystarczało. Na przykład informacja o awarii w fabryce 20 temu wyglądałaby tak:

Awaria przy Malinowej*

Dziś rano w zakładzie produkcyjnym Alojz w Malinowie przy ul. Malinowej doszło do wycieku substancji chemicznych. Przyczyną awarii było uszkodzenie zbiornika podczas transportu. – Dzięki stosowanym w zakładzie urządzeniom zabezpieczającym sytuacja jest już opanowana – komentuje Jerzy Malina, dyrektor zakładu. – Ta awaria nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i bezpieczeństwa lokalnej społeczności.

Dzisiaj takie informacje zastępują wyłącznie komentarze, a dziennikarze są politycznie zaangażowani i wyrażają opinie, jeśli nie swoje, to na pewno swojego pisma, które z kolei reprezentuje poglądy i interesy partii lub ugrupowania politycznego, a w najlepszym przypadku jakiejś grupy o określonych afiliacjach politycznych i biznesowych. I nie o to chodzi, że dzisiejsze dzienniki kłamią – proces redakcyjny każdej szanującej się redakcji nie pozwala na publikację kłamstw, więc fakty pozostają niezmienione. Co się zmienia to interpretacja tego faktu, oczywiście zgodna z linią programową pisma. I tak Gazeta Polska o tej samej awarii napisałaby:

Niemiecki Alojz znów truje polskich pracowników!

Dziś rano w zdominowanym przez niemiecki kapitał zakładzie Alojz w Malinowie przy ul. Malinowej doszło do wycieku substancji chemicznych, najprawdopodobniej sprowadzonych z Bliskiego Wschodu. Do tragedii doszło, gdy czeczeński imigrant zatrudniony w zakładzie na żądanie prezydenta miasta, do niedawna PO, teraz niezależnego, uszkodził zbiornik podczas transportu. Prezydent bowiem, należy dodać, zmusza malinowskie fabryki do zatrudniania imigrantów, by wykazać proeuropejskość Polski. – Dzięki stosowanym w zakładzie urządzeniom zabezpieczającym sytuacja jest już opanowana  – komentuje Jerzy Malina, dyrektor zakładu, choć jego zaangażowanie w niedawną aferę reprywatyzacyjną skutecznie podważa jego wiarygodność. – Ta awaria nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i bezpieczeństwa lokalnej społeczności – dodaje, krztusząc się gęstymi oparami unoszącymi się nad wyciekiem.

Gazeta Wyborcza przedstawiłaby tę samą awarię zupełnie inaczej:

Unijne środki uchroniły Malinowo przed zagładą!

Wyciek substancji chemicznych nie zawsze oznacza tragedię. W wielu zakładach produkcyjnych, gdzie istnieje zagrożenie wystąpienia awarii ze względu na profil produkcji, Unia Europejska szczególnie dba o ścisłe przestrzeganie norm związanych z BHP i finansuje wiele zabezpieczeń chroniących zdrowie pracowników oraz środowisko. Tak się również stało dziś rano w zakładzie produkcyjnym Alojz w Malinowie przy ul. Malinowej, gdzie doszło do wycieku substancji chemicznych. Przyczyną awarii była kolizja spowodowana przez nowo zatrudnionego pracownika, który w efekcie reformy szkolnictwa aktualnie wdrażanej przez PiS utracił pracę jako nauczyciel gimnazjum, ponieważ jego etat został zredukowany i jeszcze nie nauczył się nowego zawodu. – Dzięki stosowanym w zakładzie urządzeniom zabezpieczającym sytuacja jest już opanowana – komentuje Jerzy Malina, dyrektor zakładu, wyjaśniając, że Unia zainwestowała tysiące euro w nowoczesne urządzenia, które w razie awarii zapobiegają przenikaniu szkodliwych substancji do gleby. – Ta awaria nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i bezpieczeństwa lokalnej społeczności.

No ale komentowanie, albo jak mówi pan Aleksander na FB, indoktrynacja, to nie jedyny powód niskiej wiarygodności współczesnej prasy.  Gazety nie są wiarygodne, bo dziś, jak pisze wybitny włoski reporter Tiziano Terzani, wszystko się wypaczyło. Bliskość władzy i konieczność jej ochrony stworzyły zupełnie odmienną sytuację niż, kiedy siłę dziennikarstwa stanowiła jego niezależność. Niezależność, także ekonomiczna. Jakim cudem możesz być wolny, jeżeli gazety uzależnione są od reklam (…), a reklama jest w rękach tych, którzy mają władzę polityczną? Właścicielami gazet są wielkie firmy, przeciw którym nie masz prawa niczego napisać. A te firmy mają także swoje układy polityczne, więc jakim cudem mógłbyś zajmować się prawdziwym dziennikarstwem (2006)?

I tak, wydawcą Gazety Polskiej, dziennika o profilu prawicowo-konserwatywnym jest od 2011 roku spółka Forum, zarządzana przez Grzegorza Tomaszewskiego, który, według Newsweeka, to brat cioteczny prezesa Kaczyńskiego. O charakterze dziennika w dużej mierze decyduje także rada nadzorcza, czyli kierowca prezesa i jego dwie sekretarki, oraz Ryszard Czarnecki, europoseł z ramienia PiS (Krzymowski, 2013). Gazetę Wyborczą natomiast wydaje polska spółka Agora, zarządzana przez Bartosza Hojkę, dziennikarza ze Śląska; w skład zarządu wchodzi Tomasz Jagiełło, który jednocześnie jest prezesem spółki Helios SA, największego operatora kin w Polsce. Czyli niezależnie od powiązań biznesowych czy politycznych, nie są to choć kuzyni ani kierowcy Donalda Tuska. No ale przecież wszyscy wiedzą, jakie preferencje ideologiczne i polityczne reprezentuje Adam Michnik, bo ich specjalnie nie ukrywa. No i Wyborcza, choć średnioupartyjniona, jest jawnie wroga PiS (Palczewski, 2011). I oba tytuły są stronnicze, różnią się tylko rodzajem stronniczości. O ile Gazeta Polska reprezentuje stronniczość jednoznaczną i określony punkt widzenia, a swój przekaz kieruje do odbiorców myślących podobnie, o tyle Wyborcza to przykład stronniczości propagandowej, czyli wcale niemniejszej od jednoznacznej, choć bardziej ukrytej, bo wyrażanej przez dziennikarzy o określonych, podobnych poglądach (Palczewski, 2011)**.

Stronniczość taką, niezależnie czy jednoznaczną czy propagandową, uzyskuje się dwiema metodami: 1. można albo selekcjonować informacje zgodnie z linią programową/polityczną pisma: pisać o tym, co właściwe i ignorować wydarzenia, które z taką linią nie są zgodne, albo: 2. informować, owszem, o zdarzeniach, których ze względu na skalę często pominąć nie wypada, jednocześnie interpretując i komentując fakty w sposób dla pisma wygodny.

WYBIÓRCZOŚĆ OPISYWANYCH ZDARZEŃ/ZJAWISK

Gazeta Polska na pierwszej stronie 30 czerwca publikuje zdjęcie prezydent Gronkiewicz Waltz w zimowej kurtce i rękawiczkach (latem?) z nagłówkiem: Zeznania świadka pogrążają prezydent Warszawy: Gwóźdź do politycznej trumny HGW i dalej dodaje, że prezydent zgodnie z zapowiedziami nie stawiła się przed komisją weryfikacyjną na przesłuchanie w sprawie dzikiej reprywatyzacji. Gazeta Wyborcza tego dnia o HGW nie wspomina wcale. Za to ostrzega przed nową ustawą PiS-u, która ma wejść w życie z nowym rokiem, na mocy której największe polskie przedsiębiorstwa będą musiały ujawniać informacje o przychodach (Bednarek). Tego samego dnia GP, także na pierwszej stronie, informuje, że Urszula-Niziołek-Janiak, łódzka radna, do niedawna z PO (…) stała się w ostatnich dniach słynna na całą Polskę za sprawą nawoływania do noszenia hidżabu. Pani radna ochoczo pozowała do zdjęć w chuście (w całym wydaniu zdjęcia radnej nie ma ani jednego). GW o radnej nie wspomina, ale na stronie trzeciej obwieszcza, że Kościół jest gotowy na przyjecie uchodźców. I dodając dramaturgii pyta: Co zrobi rząd? W innym miejscu narzeka także, powołując się na raport amerykańskiego Freedom House, że polskie media są pod ostrzałem: By stłumić media i ograniczyć debatę w kraju, polski rząd sięga po środki legislacyjne, polityczne i ekonomiczne (Kośminski). GP nic takiego nie zauważa. Kilka dni później, bo 4 lipca, GP udostępnia całe ogłoszenie płatne (str. 12) ministrowi środowiska, prof. Janowi Szyszko, który w obszernym tekście uprzejmie informuje, jak się sprawy mają z odpowiedzialnością za stan siedlisk Natura 2000 w Puszczy Białowieskiej i wyjaśnia, że planowana wycinka to nie dewastacja puszczy i grabieżcza polityka, jak utrzymują ekocentryści, lecz konieczny program naprawczy, wymagający zahamowania procesu zamierania drzewostanów. GW o puszczy nie wspomina, za to na pierwszej stronie zamieszcza wspólny apel Lecha Wałęsy i Władysława Frasyniuka: W obliczu zagrożeń wynikających z serii antydemokratycznych i niekonstytucyjnych decyzji rządu Prawa i Sprawiedliwości stajemy w obronie podstawowych wolności należnych każdemu człowiekowi i obywatelowi RP. Kilka dni później, bo 8-9 lipca GP poświęca lwią część wydania korzyściom, jakie Polska odniesie dzięki Trójmorzu: USA są gotowe pomóc Europie, a zwłaszcza krajom naszego regionu (Lemaniak). Poza tym GP chwali się, że okolicznościowa okładka tygodnika „Gazeta Polska” związana z wizytą Donalda Trumpa i hasłem „Make Poland Great Again” została pokazana milionom widzów w Stanach Zjednoczonych i na świecie. GW o takich sukcesach nie wspomina wcale, za to publikuje m.in. obszerny materiał Jak zmieniliśmy się z ludzi w hordy, czyli próbę wyjaśnienia dlaczego jeszcze kilka lat temu współczuliśmy uchodźcom tonącym u brzegów Lampedusy, a dziś ziejemy nienawiścią do wszystkiego, co inne i obce roku (Wilgocki). A jako że to magazynowe wydanie, więc publicystyki jest tutaj całkiem sporo, m.in. rozmowa na prawie dwie strony z Lechem Wałęsą, który opowiada o swoich zamiarach związanych z miesięcznicą, o braku lęków i negatywnym podziwie dla prezesa Kaczyńskiego (Kublik). Na pozostałej, wąskiej szpalcie obok publicystka komentuje: Tylko my naród możemy i musimy przypomnieć politykom PiS, na ulicach właśnie, że Polska nie jest ich prywatnym folwarkiem (Michalik).

INTERPRETACJA ZGODNA Z LINIĄ PROGRAMOWĄ

Zarówno Wyborcza, jak i Polska, piszą w odstępie kilku dni o liniach lotniczych LOT. Z tym, że o ile GW koncentruje się na aspekcie społecznym, bo w tekście Antykoncepcja na pokładzie z 28 czerwca mówi o stewardesach, które nie mają żadnych świadczeń, o tyle GP w wydaniu z 8-9 lipca pod niebiosa (w końcu mowa o samolotach) wychwala sukces nie tyle LOT-u, co polityków dobrej zmiany, bo LOT od maja przyszłego roku będzie latał z Budapesztu do Nowego Jorku i Chicago. Taka zgodność poruszanych tematów zdarza się częściej: 30 czerwca obie gazety piszą o Lechu Wałęsie. Z tym, że GW wspomina o nim w kontekście kłopotów Władysława Frasyniuka, który, choć ciągle mu wiatr w oczy, chce nadal protestować, a do akcji przyłącza się również Lech Wałęsa (Woznicki). Tymczasem GP na pierwszej stronie obwieszcza w tytule: Wałęsa ma problem. Jedno śledztwo umorzone, drugie w toku. I dalej pisze, że dokumenty związane z „Bolkiem”, donosicielem Służb Bezpieczeństwa, są autentyczne (Broński). Podobnie obie gazety sporo miejsca poświęcają najpierw zbliżającej się, a potem minionej wizycie prezydenta Trumpa w Polsce: GW pisze, że Trump odwiedza Polskę, bo chce, by mu schlebiano jak w Arabii Saudyjskiej (30.6), a także zapowiada, że PiS zwiezie ludzi, by witali Trumpa (28.06), Dodaje także, że każdy parlamentarzysta ma zaprosić na wystąpienie Trumpa 50 osób, a partia sfinansuje autokar i wylicza, że tym sposobem do Warszawy może przyjechać nawet 15 tysięcy ludzi (Kondzińska); z drugiej strony GP zapowiada, że najpotężniejszy człowiek świata spotka się z Polakami i że na wiecu nie zabraknie przedstawicieli klubów GP z całego kraju (jal). Kilka dni później, już po zakończonej wizycie GW wspomina Trumpa przede wszystkim w kontekście jego rozmowy z Putinem i przypomina, że związki ekipy Trumpa z Rosjanami podczas kampanii badają komisje wywiadu w Senacie i Izbie Reprezentantów (Czarnecki); w obszernym tekście na rozkładówce GW nazywa Trumpa młotem na islam (str. 18) i stwierdza, że wizyta się udała: gość dostał to, po co przyjechał, czyli wiwaty, adorację i szanse na poprawę własnoręcznie poharatanego wizerunku, a gospodarz – balsam na narodową dumę (Lubowski). Komentarze GP są dużo bardziej radosne: prezydent Trump dziękuje Polakom (…), przywódca USA podziękował także nielicznej grupie osób, które nieskutecznie próbowały zakłócić przebieg wizyty w Polsce (Wysocki). Dalej GP entuzjastycznie cytuje komentarze prasy zagranicznej o tej wizycie:  Polska, która w XX wieku została spustoszona przez oba wielkie totalitaryzmy i nawet w beznadziejnej sytuacji stawiała opór, jest dobrym miejscem, żeby przypomnieć o znaczeniu wolności.

Nawet sekcja Kultura, choć zdawać by się mogło, że kulturalnych ludzi powinna bardziej łączyć niż dzielić, okazuje się nie być wolna od wyraźnego demonstrowania poglądów. Wystarczy przyjrzeć się pojedynczemu wydaniu – 30 czerwca GP pisze o przedstawieniu dla dzieci Uprowadzenie z Seraju na podstawie opery przepełnionej wartościami, które warto wpajać najmłodszym; opera uczy bowiem, że nie ma nic podlejszego niż zemsta i że umrzeć u boku ukochanej osoby to błogie szczęście. A w przekazywaniu tych treści nie przeszkodza nawet to – jak pisze Sylwia Krasnodębska – że operę zaśpiewano po niemiecku. GP informuje również z dumą o kolejnym polskim obiekcie wpisanym na listę UNESCO i książce: Klincz. Debata polsko-żydowska (Wydawnictwo Fronda). Tymczasem GW w części Kultura publikuje całostronicową rozmowę z Ferasem Fayyadem, reżyserem filmu Ostatni w Aleppo, o dwu wolontariuszach syryjskich Białych Hełmów, którzy nie tylko wyciągają ludzi spod gruzów, ale także walczą o siebie, o wspólne wartości, o humanizm.

Do tego dochodzi jeszcze język, niewybredny, czasem bardzo emocjonalny, nastawiony wrogo do drugiej strony, jednoznacznie sugerujący punkt widzenia, często odbierający prawo do myślenia, podający gotowe schematy: skandaliczny charakter uroczystości (GP), polskie media wspierające opozycję opluwały najnowszą okładkę (GP), dzika reprywatyzacja (GP), kuriozalna linia obrony (GP), Trump odwiedza Polskę, bo chce, by mu schlebiano (GW), najpotężniejszy człowiek świata (GP), prowokacyjna próba wymuszenia (GP), poharatany wizerunek (GW), zaspokojenie próżności i pychy prezydenta (GW), itd.

Czy w takiej sytuacji można się jeszcze dziwić, że polska prasa jest mało wiarygodna? GW często bywa nazywana Wybiórczą, GP jednoznacznie kojarzy się z jedynym, słusznym programem partii rządzącej. A jedyną receptą na wiarygodność i szacunek czytelników jest po prostu niezależność. A żeby tę niezależność osiągnąć, dziennikarz musi (…) czuć– jak twierdzi Terzani – że jest wolny,  że nie zależy od żadnej władzy. Co w przypadku polskiej prasy, podobnie jak jej wiarygodność, jest póki co zupełną fikcją.

Do analizy wykorzystano cztery równoległe wydania Gazety Wyborczej i Gazety Polskiej Codziennie: z 28 i 30 czerwca, oraz 4 i 8-9 lipca 2017 roku.

*Przykład awarii fabryki w Malinowie jest fikcyjny.

** W cytowanej przez Palczewskiego analizie zastosowano klasyfikację brytyjskiego socjologa i miedioznawcy Denisa McQuaila (1992), który wyróżnia cztery rodzaje stronniczości: jednoznaczną, propagandową, przypadkową i ideologiczną.

Ilustracja: okładka tygodnika GP wspomniana w tekście https://i.wpimg.pl/O/644×644/d.wpimg.pl/1643667437–2065454750/gazeta-polska-donald.jpg

 

Przypisy:

Terzani, T. (2006). Koniec jest moim początkiem. Zysk i S-ka, Poznań, str. 145, 146, 153

Krzymowski, M. (2013). „Gazeta Polska Codziennie” wydawana przez krewnego Kaczyńskiego. Newsweek. 28.09.2013 http://www.newsweek.pl/polska/gazeta-polska-codziennie-i-kaczynski-kto-rzadzi-w-forum-newsweek-pl,artykuly,271337,1.html

Palczewski, M. (2012). Stronniczość mediów – przegląd badań. http://www.sdp.pl/bez-kategorii/2942,stronniczosc-mediow-przeglad-badan,1333322295

Advertisements