Obrona tradycyjnych wartości wymaga twardego kręgosłupa moralnego. A im kręgosłup twardszy, tym mniej toleruje nie tylko innego, ale także przeciwników politycznych i światopoglądowych. Dlatego obywatele o bardziej prawicowych poglądach są zwykle bardziej agresywni, co widać w fejsbukowych komentarzach: jebał was pies; walnij się w ten pusty, lewacki łeb, itp. Ale z drugiej strony, choć wydawać się może, że lewica oznacza kulturę i tolerancję, że jest otwartość, woodstock, pokój na ziemi, wielokulturowość, miłość ponad podziałami i ogólnie peace everybody, wcale nie jest lepiej. Tutaj także nie brakuje agresji: prymitywny katoplebs dostał Polskę w swoje plugawe faszystowskie katołapska; buraku, głupi ciulu, ćwoku, nieuku… (FB, 27.6.2017). Czy naprawdę jesteśmy, jako naród, już tak podzieleni, że nie potrafimy normalnie rozmawiać?

Moi chłopcy przestali do siebie się odzywać, kiedy spotkali się jakieś pół roku na manifestacji politycznej po przeciwnych stronach barykady – mówi kuzynka z Pomorza, która ma dwóch dorosłych synów. Obaj ponad 20 lat, jeden kończy Politechnikę, drugi student ASP w Gdańsku. I starszy jest KOD-owiec, a drugi PIS-owiec. I w swoim zacietrzewieniu i sile młodzieńczych poglądów zapominają, że przede wszystkim są braćmi. Takich podziałów w rodzinie lub w związkach partnerskich jest w Polsce znacznie więcej.

Poznałam niedawno świetnego faceta – opowiada Paulina*, która po wielkiej, młodzieńczej miłości jakoś nie potrafiła, jak mówią, poukładać sobie życia. Od ponad 20 lat pracuje jako nauczycielka i ciągle szczęścia szuka. – Przystojny, dobrze ubrany, ustawiony, zabawny, słowem ideał. I wszystko było idealnie, niczym w bajce, dopóki któregoś popołudnia nie zastał jej na lekturze Malowanego ptaka. I zamiast miłości i fascynacji zupełnie naturalnej na tym etapie każdego związku, zobaczyła w jego spojrzeniu coś na kształt pogardy. – Kto normalny czyta tego degenerata? – zapytał, nie kryjąc wcale oburzenia. – Przecież to kłamca i zwyrodnialec, czy ty nie wiesz, że całe jego życie to był fejk, a w jego prozie nie ma krzty prawdy?! Paulina skrzywiła się lekko, bo niewiele wie o życiu Kosińskiego, ale uważa, że jego książkę warto przeczytać, może nie jako lekcję historii, zgoda, lecz wstrząsające świadectwo ludzkiej ułomności. Ale w końcu nie przeczytała, bo zamiast Kosińskiego polecił Ziemkiewicza. Bo należy czytywać wyłącznie autorów prawych, jak mówił kandydat do wielkiej miłości, bo tylko prawy człowiek może stworzyć wartościową prozę. Za drugim razem było trochę gorzej, gdy kandydat przy kolacji przemawiał z ogniem w oczach o islamistach zalewających Europę, że to przedstawiciele innej cywilizacji, która kłóci się z naszą, że za nic nie wolno uchodźców tu wpuszczać, i w ogóle z Europy należy wygonić, najlepiej do piątego pokolenia… Ale i tym razem nic nie powiedziała, bo sama nie do końca wie, jaki ma pogląd na uchodźców: z jednej strony zwyczajnie, po ludzku im współczuje, a z drugiej jeszcze bardziej po ludzku się boi. Ale kiedy podesłał mema, ubawiony, że obóz w Oświęcimiu gotów jest przyjąć uchodźców, szybko zakończyła znajomość. – Na szczęście nic nas jeszcze nie połączyło – dodaje – oprócz wspólnie zjedzonej kolacji i dwu filmów w kinie.

Co ma jednak zrobić inna znajoma, którą z mężem łączy wiele więcej, bo ponad 20 lat wspólnego życia, dwoje nastoletnich dzieci, wspólne wakacje i święta, obiady u mamy, wspólnie kupione mieszkanie i wspólne pieniądze na koncie? Kiedyś oboje lubili Clinta Eastwooda, czytali Hłaskę, słuchali podobnej muzyki i wszystko było dobrze. Polityka gdzieś się działa, toczyła się z tyłu, nie ingerując w codzienne życie. Dzisiaj jest inaczej, teraz polityka wdziera się w codzienność, niemal przy każdej okazji. Zaczęło się od Idy. Której nie mogła w domu zobaczyć, bo plugawa i antypolska. Zobaczyła u koleżanki i żadnej antypolskości się nie dopatrzyła, ale z drugiej strony, przyznaje, film jej nie zachwycił. Od tej samej koleżanki dostała książki Jana Grossa Sąsiedzi. Mąż wziął do ręki, nie skomentował, ale następnego dnia książka zniknęła z półki. A ona nawet, w imię rodzinnego spokoju, nie pytała, co się z książką stało. Potem było już tylko gorzej. – Wybierałam się z córką na wakacyjne zakupy – opowiada Justyna. – W końcu miałam trochę czasu po całym tygodniu pracy. Mąż za rękę ją złapał i powiedział: – To ja nie po to podpisywałem petycję, żeby pracownicy sklepów mogli odpocząć ze swoimi rodzinami w niedzielę, żebyś ty teraz, moja żona, po galeriach w niedzielę ganiała! Innym razem oglądali w Internecie, jak gimnazjalistki na Pomorzu katują koleżankę, a cała szkoła bezczynnie się przygląda. I oboje byli równie przerażeni. Połączyło ich, jak za dawnych czasów, podobne postrzeganie pewnych rzeczy. Ale połączyło tylko na chwilę. – To wszystko wina tych gimnazjów – powiedział bowiem stanowczo. I dodał, że gimnazja to siedlisko wszelkiego złego, że należy jak najszybciej wrócić do 8-letnich podstawówek, bo on do takiej chodził i było dobrze; ona nie uważa tak wcale. – A najgorzej było – opowiada dalej Justyna – kiedy rozpętała się afera o ekshumację ofiar katastrofy smoleńskiej. Mąż bardzo współczuł rodzinom ofiar, bo przecież każdy zasługuje na godny pochówek. I trudno sobie wyobrazić, że w trumnie bliskiego krewnego znajdują się szczątki jeszcze kilku osób, jakie to musi być traumatyczne przeżycie dla rodzin! – To po co ich w ogóle wykopywali? – zapytała tylko. – Gdyby zostawiono tych ludzi w spokoju, rodziny nie przeżywałyby teraz takich dramatów. Kolacji tego dnia nie jedli już razem. A przecież trzeba dalej żyć, razem żyć, bo dzieci, mieszkanie, rodzina, itd.

I kogo ma dziś winić moja kuzynka z Pomorza, Paulina i Justyna za pokłóconych synów, pogruchotane marzenia o wspaniałym mężu i niezgodę w małżeństwie? Kto rozpoczął tę mozolną pracę podziału Polaków na dwa wrogie obozy? Czy to jeszcze PO, która podzieliła Polaków na, jak twierdzą niektórzy, radykalnych i racjonalnych (niezalezna.pl), albo, według innego kryterium, na elitę, czyli ludzi mądrych, światłych i wykształconych oraz elektorat PiS, czyli nieudaczników, moherowe berety, dziwaków, nieszczęśników i głupców (Wprost, 2017)? Czy to już efekty działania PiS, jak twierdzą pozostali, bo to przecież sam prezes jako pierwszy ogłosił podział Polaków na lepszy i gorszy sort, a potem dorzucił do tego jeszcze klasę ludzkich panów (Zuchowicz, 2017)?

Chłopcy, zapraszam na zupę – zachęca kuzynka swoich synów stawiając obiad na stole. Wychodzą, owszem, ze swoich pokojów, ale nawet na siebie nie patrzą. Każdy bierze swój talerz i wraca do siebie. Żeby przy obiedzie pogrążyć się w lekturze jeden Gazety Wyborczej, drugi Gazety Polskiej. A potem wejść na Facebooka i komentować poglądy swoich politycznych przeciwników. Walnij się w ten lewacki łeb, powie jeden. A ty się zamknij, nieuku, odpowie drugi. Dwaj polscy bracia, rok 2017.

*Imiona osób przedstawionych w felietonie zostały zmienione. Niektóre szczegóły też. Przedstawione zjawisko wzajemnej niechęci i podziałów w rodzinie pozostaje jednak prawdziwe.

Rysunek: Jacek Zygmunt

Przypisy:

Wprost (2017). https://www.wprost.pl/kraj/10050261/Jakubiak-PO-PiS-podzielil-Polakow-na-nieudacznikow-mohery-glupcow-i-na-elite-na-kredyt.html?iframe=true&width=100%&height=100%

Niezależna.pl (2015) Duda przypomina, kto podzielił Polaków: To Komorowski mówi o Polsce radykalnej i racjonalnej. http://niezalezna.pl/66189-duda-przypomina-kto-podzielil-polakow-komorowski-mowi-o-polsce-radykalnej-i-racjonalnej

Zuchowicz, K. (2017). Teraz w PiS próbują wmówić, że to Tusk dzieli Polaków. Ale naród tak łatwo nie da sobie tego wcisnąć. “To brednie!” Natemat.pl, 21.04.2017 http://natemat.pl/206431,teraz-w-pis-probuja-wmowic-ze-to-tusk-dzieli-polakow-ale-narod-tak-latwo-nie-da-sobie-tego-wcisnac-to-brednie

https://www.facebook.com/groups/735286193270314/

 

Advertisements